plakat

W ostatnich latach mamy do czynienia z zaniechaniem przez władzę społecznej polityki mieszkaniowej. Mieszkań socjalnych buduje się za mało w stosunku do ilości potrzebujących osób. Są oni niejako “skutkiem

ubocznym” procesu reprywatyzacji – nowi właściciele budynków często zaczynają od “wyczyszczenia” nieruchomości z lokatorów niezdolnych do zapłacenia żądanych przez nich pieniędzy. Sposoby są różne – podwyżka czynszów i straszenie komornikiem, nękanie, doprowadzanie budynku do stanu, w którym mieszkanie w nim jest niemożliwe. Często kończy się to nakazem eksmisji do mieszkania socjalnego ale z racji tego, że mieszkań tych brakuje, państwo z naszych podatków wypłaca właścicielom odszkodowania za lokatorów pozostających w nie swoich już mieszkaniach. Zamiast przeznaczyć te sumy na rozbudowę bazy mieszkaniowej, na tanie mieszkania na które stać będzie zwykłych ludzi, pieniądze te lądują w kieszeniach właścicieli przy czym problem pozostaje nierozwiązany – lokatorom i tak trzeba będzie w końcu zapewnić jakieś mieszkanie co będzie się wiązało z kolejnymi wydatkami. Poza kosztami ekonomicznymi nie pozostają bez znaczenia koszty społeczne takiej stanu rzeczy. Posiadanie dachu nad głową jest jedną z fundamentalnych ludzkich potrzeb. Życie w niepewności co do tego czy jutro będziemy mieli gdzie mieszkać, życie z nakazem eksmisji i ciągłym strachu o przyszłość prócz tego, że wpływa bardzo negatywnie na samych poszkodowanych działa również destrukcyjnie na całe społeczeństwo. Polityka miast w tej kwestii jest jasna – sprywatyzować jak najszybciej jak największą ilość budynków. W momencie kiedy państwo nie zapewnia ochrony dla tych, którzy na tym tracą generuje problem, z którym będziemy musieli zmierzyć się wszyscy w niedalekiej przyszłości i którego skutki trudno obecnie przewidzieć.

W sytuacji kiedy polityka społeczna państwa nie działa jedyną alternatywą jest wzięcie inicjatywy w swoje ręce. Rozwijający się w Polsce ruch lokatorski jest przykładem na to, że organizowanie się i walka o należne nam prawa przynosi skutek. Często nie jest on natychmiastowy, często niepełny ale zawsze świadomość swoich praw i poczucie wspólnoty stawiają nas na lepszej pozycji w tym konflikcie. Mieszkańcom odbiera się prawo decydowania o sobie, wyklucza się ich z dyskusji na ich temat. Pokażmy, że nie zgadzamy się na takie traktowanie ludzi.

NIC O NAS BEZ NAS!